Moja droga róża

Jako że koniec mój – jeszcze końcem nie jest:
Koniec to czyjś początek.

W. Wysocki

Czasem zdarzają się takie niezwykłe wieczory, kiedy babcia płacze sama przed sobą krótką chwilę, a rozmowa przedłuża się przez cały wieczór. Wtedy prosi, aby podać jej stare albumy ze zdjęciami. I, póki środek wiosny, również i o zerwanie ulubionego kwiatka. „Te róże tak kochała moja siostrzyczka” – znów mi przypomina.

Photo to the article of Olha Vasylets \"My dear rose\"

Usłyszawszy coś ciekawego, przysiada się do nas dziesięcioletni prawnuk babci. Z entuzjazmem i nie rozumiejąc w pełni babcinej opowieści, przegląda fotografie. Mało kogo poznaje, a babcia już mało co może zobaczyć. Trzeba pomóc obojgu. Tego wieczoru oglądamy kilka albumów.

Photo to the article \"My dear rose" by Olha Vasylets

Kiedy babcia brała w ręce zdjęcia swoich dzieci (były one na nich jeszcze całkiem maleńkie), gdy natrafiała spojrzeniem na portret samej siebie, całkiem młodej, na zdjęcia męża, siostry, przyjaciółek – ręce zaczynały się trząść, a w kącikach oczu zbierały się łzy. Po jej ustach jednak błąkał się uśmiech. Dokładnie taki sam jak na fotografii, zrobionej pięćdziesiąt lat temu.

Babcia milczy. Po prostu przerzuca kartki. Zdaje się, że nawet na nie nie patrzy, tylko mechanicznie przekłada jedną za drugą. O czymś myśli. Boję się przerywać ten stan i też przeglądam każdą fotografię. Na odwrocie większości z nich można znaleźć napis „na długą pamięć”, „mojej przyjaciółce”, „drogiej siostrze”. A w dodatku z tych napisów udałoby się ułożyć całą mapę. Ponieważ te fotografie przysyłano niemal  każdego kraju na świecie.

A photo to the article \"My dear rose" by Olha Vasylets

Wszystkie zdjęcia są tak niezwykłe. W przeważającej większości są upozowane i tylko nieliczne zostały zrobione spontanicznie.  I, pomijając to, każde zdjęcie promieniuje przedziwną siłą, skromnością, powagą. A w dodatku niektóre z nich są jeszcze tak starannie obramowane koronkową wycinanką.

A photo to the article \"My dear rose" by Olha Vasylets

Kolorowych zdjęć prawie nie ma. A i nie trzeba koloru, żeby przekazać wszystkie wrażenia. Wystarczy popatrzeć na radosne twarze. Cokolwiek by się nie przydarzyło im w życiu, na zdjęciach wszyscy są uśmiechnięci. Może coś wiedzieli…? I teraz tak nas podtrzymują na duchu. Żebyśmy i my nie spuszczali głowy, i szli przed siebie… z uśmiechem.

Trzy różne pokolenia siedzą za tym stołem ze stosem fotografii. Dla każdego znaczą coś innego. Dla babci – to całe życie. Dla mnie – jedynie część rzeczywistości, dla małego Michasia – coś jakby opowieści, a dla babci – to całe jej życie.

Ola Wasyłeć, uczestniczka projektu „Historia zaczyna się w rodzinie”, m. Piszczanka, obwód Dniepropietrowski.

Zdjęcia – Olha Wasyłeć