Ołeksandr Sałun
Ołeksandr Sałun

Wywiad nagrany:

Mariupol, obwód doniecki
10.02.2018

Tagi:


Ołeksandr Sałun (mój dziadek) urodził się 20 stycznia 1942 roku we wsi Murawje, w rejonie nowogrodzko-siewierskim, w obwodzie czernihowskim. W metryce był zmieniony rocznik z roku 1942 na 1943, żeby matka nie zabrała go na roboty do Niemiec. Jego ojciec walczył w czasie wojny zimowej. Po powrocie ojca od razu się pobrali. Podczas okupacji niemieckiej ojciec nie poszedł do miejscowej policji, ale po wyzwoleniu przez armię radziecką zabrali go na śledztwo i mocno bili.

Nazywam się Sałun Ołeksandr. Urodziłem się w obwodzie czernihowskim, w rejonie nowogrodzko-siewierskim w 29142 roku. No, podmieniono mi rok z tego powodu, że matkę chcieli wysłać na roboty do Niemiec. Dlatego odjęto mi rok.

Kiedy ojciec poszedł na wojnę?

Ojciec poszedł na wojnę w 1939 roku, kiedy zaczęła się wojna z Finlandią. Ale był już powołany pod broń, służył w szeregach armii radzieckiej, a potem poszedł już na front. Walczył w Finlandii. No, z jego opowieści wynika, że było bardzo ciężko dlatego, że były silne mrozy, kiepska odzież dla wojska.

Czy umundurowanie oficerów i szeregowych różniło się między sobą?

A potem trochę później oficerom zaczęto wydawać kożuchy. Te kożuchy były białe. A te „kukułki”, tak nazywali strzelców (no, na pewno byli snajperzy), bardzo uganiali się za tymi białymi kożuchami. Jak zobaczyli biały kożuch, obowiązkowo odstrzeliwują, zabijają człowieka. Było bardzo ciężko.

Czemu armia radziecka nie mogła zająć Finlandii bez ogromnych strat?

I potem ojciec opowiadał, jak zdobywali jedną wioskę, szturmowali. Cały batalion podszedł pod tę wieś. Nie mogli podejść blisko dlatego, że Finowie to bardzo dobrzy strzelcy, precyzyjnie ostrzeliwali wszystko i żołnierzom ciężko było podejść. Ponosili ogromne straty. W końcu wzięli tę wieś i byli zadziwieni tym, że w domach były płytki, było czysto, bardzo ładnie. Wielu żołnierzy ze wsi dziwiło się, że tak to wyglądało u Finów. A my żyliśmy we wsiach zarośniętych, brudnych, dróg nie było. Wiecie o tym. A potem te „kukułki” zaczęły w ogóle jeździć na nartach. Ostrzeliwali z nart górskie miasteczka. I naszym żołnierzom też dano, przywieziono narty. Żeby zaczęli jeździć na nartach, zaczęli ich uczyć. Kto? Ludzie ze wsi na nartach? Nie mogli. Z bronią w rękach nie szło. W końcu nauczyli się jeździć na nartach i uganiać się za tymi strzelcami, tymi tak zwanymi „kukułkami”.

Dlaczego ojciec nie walczył na wojnie radziecko-niemieckiej?

Mój ojciec nie poszedł do wojska z tego powodu, że był ranny na fińskiej wojnie. Odłamek uciął mój kawałek pięty na lewej nodze. Z tego powodu nie poszedł do wojska. Niemiec bardzo szybko… I wielu ze wsi nie poszło, nie wystawiono punktów werbunkowych dlatego, że Niemiec bardzo szybko następował. Wojenkomaty nie zdążyły wziąć ludzi na front.

Jak żyliście w czasie okupacji?

Wedle opowieści moich rodziców żyliśmy bardzo źle, oczywiście. Tak jak za kołchozów, tak i za Niemców. Kołchozów Niemcy nie rozwiązali. Prowadzili interesy z mieszkańcami. Przywozili mydło, dawali gaz. W ogóle, był wtedy taki sam kołchoz jak i za Niemców. No, Niemcy, przecież, bardzo zadziwiali. Mieli samochody. Jeździli bardzo dobrymi samochodami, a wieś co tam, na koniach. Tylko konie i bezdroża. Ludzie się dziwowali i wielu chciało mieć taką technikę.

Żyliśmy podczas okupacji, moi rodzice, w ziemiankach. Dlatego, że wieś spalono praktycznie do cna. Z trzystu domów ostały się dwa budynki. Ponieważ były kryte słomą i drewniane, bardzo dobrze się paliły.

Miejscowi kontaktowali się z partyzantami?

Partyzanci nieustannie napadali nocami na wieś dlatego, że potrzebowali  jeść. We wsi w czasie wojny miał miejsce taki wypadek: mieszkańcy opowiadają, że partyzanci przebrali się za policjantów i chodzą po piwnicach. Dlatego że zaczęło się ostrzeliwanie i ludzie chowali się w piwnicach. Zaszli do jednej piwnicy, pytają: „Kto tu partyzant, albo kto tu?”. Jedna kobieta mówi: „I mój chodzi w takim mundurze, chodźcie”. No, od razu zabrali ją partyzanci, byli przebrani. No, przesłuchiwali ją… I w końcu wrzucili ją do rzeki i utopili. Mąż przyszedł z policji, pyta: „Gdzie moja żona?”. Ojciec kobiety odpowiada: „Twoją żonę zabili partyzanci”. Znaleźli ją, wyłowili, pochowali. Wziął ze złości niemieckie pododdziały i poszedł tam, wiedząc, gdzie się wszystko znajduje. Dlatego, że miejscowi wiedzieli wszystko o partyzantach. I powiódł ich tam, na to miejsce, w którym stanęli, albo rozbili obóz. Na pewno urządził tam rzeź, wyciął wielu partyzantów. Podczas wojny gdzieś zniknął, nikt nie wie, gdzie.

Ktoś z waszej rodziny poszedł do miejscowej policji?

W naszej rodzinie nie było policjantów. Ojca zmuszali, rzecz jasna, do pójścia do policji, dawali karabin, żeby ochraniał jakieś obiekty. Chrzestny i sąsiad byli w policji, ale nie walczyli, tylko ochraniali jakieś obiekty. Jakie? Nie wiem.

Co się stało po wyzwoleniu Waszej wsi?

Po wyzwoleniu przez nasze wojska naszej wsi zaczęły się czystki ludności. Wielu współpracowało z Niemcami dlatego, że trzeba było żyć, pracować dla Niemców. Także mój chrzestny, Sałun Iwan, pracował w policji, jeszcze Pustowojtow Ołeksij pracował też w policji. Z miejsca ich zabrali, dali po dziesięć lat i wywieźli nie wiem, gdzie, mówią, że na Sybir. Ojca mojego, on wprawdzie nie był w policji, ale zmuszali do pójścia do policji. Obserwowali go, jak stawiał opór władzy, która okupowała wieś. Nie wiem, jak to powiedzieć… Krótko mówiąc, odesłali do Makijiwki na przesłuchanie, ostro bili. Mówił, że najpierw zmuszali podpisać coś, na co strasznie było patrzeć, od razu rozstrzelaliby mnie, ale niczego nie podpisałem. Bili zdrowo. Z tego powodu zawsze skarżył się, do ostatnich swoich dni, że boli go wątroba. No, w końcu zbadali go lekarze. Okazało się, że wątroba była odbita.