Oliver Jagolski
Oliver Jagolski

Wywiad nagrany:

Oldenburg, Niemcy
04.03.2018

Tagi:


Przeprowadziłam wywiad z moim tatą Oliverem Jagolskim, urodzonym w 1972 roku. W wywiadzie opowiada on o swoim tacie, wujku i dziadku. Jego dziadek Georg Oscar Jagolski wychował się w Gdańsku i miał szóstkę rodzeństwa, z czego dwoje wyemigrowało do USA. Sam był członkiem Wehrmachtu w stopniu majora i poległ w Rosji. Ze swoją żoną Metą Marie Jagolski miał troje dzieci: Wernera, Georga i Giselę Jagolski, którzy wychowali się w Greifswaldzie. Wujek taty, Georg Jagolski, był w czasie wojny członkiem 21 Dywizji Luftwaffe i napisał o niej dwie książki. Mój dziadek Werner Jagolski urodził się w Greufswaldzie w 1928 roku i w czasach wojny służył w Hitlerjugend. Został pojmany przez armię brytyjską i wysłany do obozu w Bremervörde.

Nazywam się Oliver Jagolski, mam 45 lat i opowiem o moim dziadku Georgu Oskarze Jagolskim oraz moim ojcu Wernerze Jagolskim. Mój dziadek pochodził z rodziny oficerskiej z Gdańska i poległ w 1944 roku na froncie wschodnim w stopniu majora. Mój ojciec był wówczas w Hitlerjugend.

Czy w rodzinie mówiono o tym, co wydarzyło się w czasach II wojny światowej?

Mało i niechętnie. Jedyne co wiem, to że mój dziadek poległ w stopniu majora, a mój ojciec był więziony przez Anglików w okolicach Bremervörde, tam służył w kuchni i później też pracował w tym zawodzie.

W naszej najbliższej rodzinie prawie nikt o tym nie wspominał. Jedynym, który próbował prześledzić historię naszej rodziny, był mój wujek Georg Jagolski. W latach 80. wydał on książkę o 21 dywizji Luftwaffe, której był członkiem. Była to jednak raczej literatura faktu, pozbawiona emocji.

Czy kogoś o coś obwiniano, czegoś żałowano, do czegoś się przyznawano?

Nigdy o niczym takim nie słyszałem, zwłaszcza żeby czegoś żałowano.

Bardzo mało się o tym mówiło, nawet gdy przerabiałem ten temat na historii w szkole i pytałem o to w domu, dostawałem tylko wymijające odpowiedzi albo nie dostawałem ich wcale.

Kiedy zaczynało się taką rozmowę, nastrój natychmiast się pogarszał i szybko próbowano zmienić temat.

Jaki nastrój panował, gdy mówiło się o tamtych wydarzeniach?

W większości przypadków chłodny i nieprzychylny. Z dzisiejszej perspektywy powiedziałbym też, że wiele rzeczy było nieprawdą. Dopiero dzięki temu projektowi [Historia zaczyna się w rodzinie] dowiedziałem się, że mój dziadek pochodził z Polski. Gdy pytałem o pochodzenie naszej rodziny, zawsze mówiono mi, że Jagolscy żyją w Niemczech od setek lat.

Czy kiedykolwiek próbowano zbadać historię rodziny?

Jedynym, który podjął taką próbę, był mój świętej pamięci wujek Georg Jagolski. Próbował dotrzeć do tego, skąd pochodzi nasza rodzina. Stąd wiem, że mój dziadek pochodził z Gdańska. Ale w naszej rodzinie o tych polskich korzeniach zawsze milczano. Najwyraźniej wszyscy byli dumni z tego, że są Niemcami.

Jaki wpływ na Wasze pokolenie miał fakt, że przemilczano Wasze polskie pochodzenie i wydarzenia z czasów II wojny światowej?

Trudno mówić o wpływie, po prostu zawsze wychodziliśmy z założenia, że jesteśmy Niemcami, o polskim pochodzeniu dziadka dowiedzieliśmy się bardzo późno.

Najważniejszymi konsekwencjami są pytania, które nieustannie się pojawiają. Dlaczego obywatel Polski walczył po stronie Niemców w II wojnie światowej? Dwoje rodzeństwa mojego dziadka wyjechało do Ameryki, nie walczyli na wojnie. Dlaczego nie powiedziano nam o naszym polskim pochodzeniu? Te pytania ciągle chodzą mi po głowie, ale nikt już nie może mi na nie odpowiedzieć, bo nikt z osób, które pamiętałyby tamte czasy, już nie żyje.