Wira Parypsa
Wira Parypsa

Wywiad nagrany:

W. Rososza, obwód winnicki
04.09.2017

Tagi:


W czasie drugiej wojny światowej zastrzelili ojca i wychowywała ich matka. W budynku, w którym żyła rodzina, nazistowscy żołnierze ustanowili swój sztab. Matka babci i starsza siostra Justyna – pomagały żołnierzom w gospodarstwie (doiły krowy, zbierały miód, prały). Inna część rodziny żyła w piwnicy. W tym czasie maleńki Iwanko, młodszy brat mojej babci, który miał 3 miesiące, ledwie nie oślepł. W czasie Holocaustu, w 1941 (1-2 tygodnie) opodal budynku przechowywano żydowską rodzinę Szmerinych (mąż, jego żona Łejka i dwie córki – starsza Luba i młodsza Jewa). Udało im się przeżyć. Teraz babcia mieszka w Rososi. Ma córkę Ludmyłę (moją mamę), 4 wnucząt i prawnuczkę Jewę.

Babciu, opowiedz mi o swoim dzieciństwie.

Ja i Justyna… Spałyśmy na skrzyni. Skrzynia stała blisko pieca. Tam w niej trzymało się swoje ciuchy… I nazywałyśmy ją skrzynią. O 4 nad ranem, słyszymy. Samolot huczy. I tu zaryczał samolot, bomby zrzucali i nie spadły na chatę. Miały spaść na chatę, ale na chatę nie spadły. A z przodu był sadek. U nas i u Bahrijów był sadek. I oni te bomby rzucili na sadek. Czy tak Bóg chciał, czy co, pewnie Bóg tak chciał, nie? Żeby nie zrzucili na chatę. To… głowica, z tej bomby, nie? Leciała na nas, przez okno, przez furtkę przeleciała, ponad nami obok przeleciała ta głowica i uderzyła w ścianę. Uderzyła w ścianę, bo jak już żeśmy się rzucili, a rzuciliśmy się, jak tylko zaryczał ten samolot. A wystaw sobie, jaki to był huk – rzucić bombę, i ona wybuchła! Ta bomba wybuchła i od razu wpadła do wody, bo była bardzo głęboka, ogromna dziura. Taka, na pewno, jama, że chata by tam wlazła. Och… Przypominam sobie, że nie wiem, jak myśmy przeżyli. Ponad nami ta gołowka przeszła i utknęła w ścianie. Jak nas to zerwało, Niemców zerwało, wszystkich zerwało. A co ty już będziesz „zrywać się”? Okno wyleciało i upadło pod chatą. A w tym oknie było pełno przewodów. A jak ono tam się znalazło, nie wiem, ale przewody się nie pourywały. Takie te przewody były.  Co to, ta bomba spadła, i tak o tu był cały sadek. A bomba spadła, jakby tu ci powiedzieć, o aż tam, gdzie drzewo, o aż tam. To tam spadła bomba. I o. Wstajemy rano: wszyscy cali… Niemcy cali, i my też cali. I bomba spadła, rozerwała się, do wody wpadła. Tak na to trzeba było patrzeć.

A jaki samolot leciał? Nie zobaczyliśmy, prawdopodobnie kukuruźnik. To pewnie on. Bo, jak zaryczał ten samolot – biegiem… Bo, rozumiesz, gdzieś tutaj zrzucił pewnie koło Kuźmenczysów, ten samolot. I tu do nas, że ewidentnie wszyscy jeszcze spali. Wszyscy wokół spali, i Niemcy, i ludzie, kogo by tam nie było. I biegiem, rzucił tę bombę, i biegiem z powrotem, i uciekł ten samolot.

Minęło, chyba, dwa dni. Dwa dni chyba minęły. Przychodzi żołnierzyk. Do nas, tu do domu, przyszedł, a w domu Niemcy. Po wojskowemu. Komsomolec, bo znaczek komsomolski. Tak go pamiętam, tego żołnierzyka. A babcia wybiegła, Bahrijka, i „Oj dziecko! Gdzie ty idziesz, Niemcy w domu!” A Niemcy zobaczyli, biegiem wybiegli z chaty, i za tą dzieciną… Schwytali go. „Partisan! Partisan!” – krzyczą. Boże, jak oni się nad nim znęcali… Strzelali do niego. Długo nie umierał. Tak się nad nim znęcali. My tak płakaliśmy. Poznęcali się nad nim, a potem zabili. Tak biedny płakał „Mamo, mamo, tato, mamo!”. Młodziutki, młodziusieńkie takie, kto wie, ile miał lat, toż komsomolec, komsomolcy, ile oni mogli tam mieć. Och, zabili go Niemcy. Bierze ta babcia. I dźwignęli we dwoje. I położyli go tam w spiżarni, o tam, jakaś jama tam była. Dźwignęli go we dwoje i włożyli do tej jamy. Ta babcia, biedna, poszła wzięła to dziecko, wynieśli z Justyną (bo więcej nikogo nie było, wszyscy byli w piwnicy, u Pasieków). Wyniosły z Justyną tego żołnierzyka, i gdzie my go pochowamy (myślą). I do tej jamy go położyły… Tam pochowany żołnierz, w tej jamie. Tego żołnierzyka pochowały. Tak biedny płakał.. Ja tak to pamiętam. Oj…

Potem u nas był tata, zajmował się drewnem, wszystkie instrumenty miał z drewna. Mieliśmy tam wszystkie maszyny drewniane, stały tam. Niemcy zobaczyli, że tam są. A Justyna wzięła schowała wszystko to, czym tata tam robił, i wrzuciła do jamki (tu była jamka na ziemniaki). Jak się Niemcy rozejrzeli, nie ma żadnego narzędzia. Do Justyny! Wyciągają Justynę na podwórko, przykłada pistolet do głowy – „Gdzie je podziałaś?!” Jacyś dwaj młodzi Niemcy, tak zakasują rękawy. Młodzi Niemcy. „Gdzie je podziałaś?!” – jeden mówił po rosyjsku. No, to Niemiec. A kto wie, czy to Niemiec, czy kto! No, to Niemiec.

Mówi: „Gdzie podziałaś, bo zaraz…”. A ja patrzę na tę Justynę – a ona pobladła. Tak mówi: „Chodźmy pokażę, gdzie położyłam”. „Biegnij, przynieś skąd schowałaś”, – mówi Niemiec. To poszłyśmy obie do tej jamki, wszystko zabrałyśmy: nożyki, siekierki takie malutkie, to wszystko, czym pracuje się z drewnem. Tak dużo tych narzędzi było. Wszystko takie zdatne do roboty, bo nasz tata sumiennie się z tym obchodził. A on był taki na cztery nogi kuty. Nie było niczego, czego nie mógłby robić. Wszystko umiał robić! I szyć płaszcze, i spódnice, i buty, i pantofle, bo miał wszystkie narzędzia, i saperki. I wszystko z drewna. Młyn zrobił sam. Mieliliśmy na nim. Jeszcze po przejściu frontu mieliliśmy na tych żarnach, bo skąd mielibyśmy brać mąkę, nie było skąd. I tata przechował, nam, chleb. Wszystko zabierali na front, to schował, chleb, żyto. W czym tam, w jakiejś beczuszce. To, jak już przyszedł Niemiec, mieliśmy co jeść, bo mieliśmy co mielić. Mieliliśmy to żyto i mieliśmy chleb. I jedliśmy wtedy, było co jeść.

A potem, jakie było nasze dzieciństwo? Jakie dzieciństwo…

Chcieliśmy jeść, nie było co jeść. Mama upiekli chleba, dają po skibce, to jeszcze, chwała Bogu, za tyle. Mama upiekli, to po skibce nam dali. To pozjadaliśmy ten chleb, a potem jakąś bałandę jeszcze gotowali, bałandę, bo mieliśmy krowę. Niemcy doili krowę, jak Niemcy byli. I mieliśmy też ule, bo tato nasz był gospodarz. I Niemcy, jak chcą miodu (nie zauważyłam tego), wzięli wynieśli ule na dwór. Pszczoły pozamarzały, bo na dworze chłodno, zima była, a oni sobie nabrali tych plastrów, narżnęli sobie tego miodu, bo tam już był taki miód u tych pszczół, jedzą, ponakładali sobie na stół. I tak jedzą ten miód, aż mlaszczą. To coś ze dwa ule tak przepadły, bo jedli ten miód. A tu wszystkie te ule stały. Tu już po wojnie mamy swoje ule.

A wtedy, jak tę bombę zrzucili, to dzień później zaczęli nasi ustępować. Zaczęli ustępować. Nasi następują, a Niemcy ustępują. Niemcy zaczęli uciekać. No, kiedy to było? Nie pamiętam, który to był rok. 45-ty? Prawda, to był już 45-ty rok.