Rodzinne historie
Stanisław Baszowiecki
Wywiad nagrany: Wrocław, Polska 07.10.2017

Stanisław Baszowiecki

Stanisław Baszowiecki urodził się dnia 26.05.1940 r. we wsi Przemiwółki w województwie lwowskim. Z powodu prześladowań z rodzinnej wsi musiał przenieść się do Lwowa. Później, w ramach repatriacji, wraz z rodziną został przesiedlony na ziemie odzyskane. Jego rodzice prowadzili gospodarstwo rolne. Stanisław zdobył edukację w dziedzinie rolnictwa, pracował jako nauczyciel oraz inspektor oświaty rolniczej w Prudniku. Obecnie mieszka we Wrocławiu z żoną Barbarą. Ma 3 córki, 6 wnuków i 2 prawnuków.

Urodziłem się w 1940 r. na Wschodzie, w województwie lwowskim, na wsi. Moi rodzice prowadzili gospodarstwo rolne. Mam dwoje rodzeństwa – brat starszy o 11 lat, siostra o 5 lat. W czasie wojny musieliśmy uciekać przed Ukraińcami do Lwowa. We Lwowie przeżywaliśmy okres okupacji rosyjskiej i niemieckiej. Po powrocie ojca z wojny wyemigrowaliśmy na ziemie zachodnie. Zamieszkaliśmy w miejscowości Boguchwałów, w powiecie Głubczyce, w województwie opolskim. Tam chodziłem do szkoły podstawowej, później ukończyłem technikum rolnicze w Głubczycach, a następnie dwuletnie studium nauczycielskie o profilu rolniczo-pedagogicznym we Wrocławiu. Po zakończeniu nauki podjąłem pracę w szkole przysposobienia rolniczego w powiecie świdnickim.

Po roku, po odbyciu zasadniczej służby wojskowej, wróciłem w strony rodzinne. Tam poznałem moją przyszłą żonę, Barbarę, pobraliśmy się i podjęliśmy razem pracę w szkolnictwie. Żona pracowała w szkole podstawowej, a ja w szkole rolniczej. Po kilkunastu latach pracy zostałem powołany na inspektora oświaty rolniczej w Prudniku. Organizowałem nową sieć szkół rolniczych pod nazwą Trzyzimowe Szkoły Rolnicze. Takich szkół powstało w powiecie cztery. W jednej z nich, w Mochowie, w gminie Głogówek, w powiecie Prudnik, zostałem dyrektorem szkoły w roku 1973 i pracowałem tam aż do emerytury [do roku 1991]. W czasie pracy skończyłem studia zaoczne na Akademii Rolniczej w Poznaniu, uzyskując tytuł magistra inżyniera rolnictwa.

Jakie są Twoje wspomnienia z dzieciństwa?

Bardzo dobrze pamiętam moje dzieciństwo. Miałem 4 lata, kiedy we Lwowie zaczęły się naloty, najpierw niemieckie, później rosyjskie. W tym czasie trzeba było się ukrywać. W ogrodzie był schron i ludzie, którzy mieszkali blisko, ukrywali się w nim. Okres wojny to były bardzo ciężkie czasy. Jako Polacy byliśmy prześladowani najpierw przez Niemców, a potem przez Rosjan. Mojego wujka, który był oficerem rezerwy, wywieźli do Katynia i tam został zamordowany.

Opowiedz proszę o ucieczce ze wsi do Lwowa.

Ze wsi do Lwowa wyjechaliśmy dlatego, że uciekaliśmy przed bandą ukraińską – dokładnie przed UPA – bo mordowali Polaków. Kiedy wyjechaliśmy na drogę łączącą Żółkiew ze Lwowem, całe wsie stały już w ogniu. Uciekaliśmy, ratując życie. Nasz dobytek został zniszczony, spalony.

Jak żyło się Wam we Lwowie?

We Lwowie mieszkaliśmy kątem u znajomych. To nie były luksusowe warunki, to były warunki do przetrwania. Tak było przez kilka lat. W dodatku moja matka została sama z trojgiem dzieci.

Jak wyglądało wasze życie codzienne?

Było bardzo ciężko. Ojciec musiał imać się różnych prac, aby nas utrzymać. Matka także pracowała, aby utrzymać rodzinę. Kiedy ojca zabrali na front, przynajmniej dostawała świadczenia wojskowe. To pomagało nam przeżyć.

Czym Twój ojciec zajmował się w wojsku?

Mój ojciec był saperem. Rozminowywał pola, które zostały zaminowane przez Niemców na terenie Besarabii, aż do 1946 roku. Został wcielony do armii radzieckiej, bo tereny Ukrainy uznane zostały za część Związku Radzieckiego. Tym samym ZSRR rościł sobie prawo poboru mężczyzn do wojska. Kiedy ojciec upominał się, że jest Polakiem i chce zostać przydzielony do wojska polskiego, odpowiadano mu, że „bijemy jednego wroga – Niemca, obojętnie, czy ktoś jest w armii radzieckiej, czy polskiej”. Dopiero po złożeniu dokumentów repatriacyjnych ojca zwolniono z wojska i mogliśmy wyjechać.

Jakie były wspomnienia Twoich rodziców z tamtych czasów?

Pamiętam dokładnie, jak ojciec mi opowiadał, że podczas nalotu [rodzice] zrywali się w nocy, łapali dzieci i uciekaliśmy do schronu, a pociski, wybuchy bomb trzaskały na blachach, którymi kryte były domy. Potęgowało to zagrożenie. Było się niepewnym dnia ani godziny – czy przeżyje się nalot, czy nie. A jeszcze wcześniej, kiedy Rosjanie zajęli tereny [Ukrainy] w 1939 roku, wprowadzili kolektywizację wsi i wszystkich rolników chcieli zagonić do kołchozu. Polacy przeciwstawili się temu i przygotowano listy do wywozu Polaków na Sybir za to, że nie chcieli wstępować do kołchozu. Zabrali ziemie Polakom i dali Ukraińcom. Dopiero inwazja Niemiec spowodowała, że zamysł wywiezienia Polaków na Sybir się nie powiódł. W ten sposób uniknęliśmy wywozu na Sybir, przeżyliśmy wojnę we Lwowie, doczekaliśmy się wolności.

Jak wyglądała Wasza podróż ze Lwowa na zachód?

Transport był przygotowany w tzw. eszelonach, były to wagony towarowe, i w tych wagonach byliśmy ewakuowani z całym dobytkiem, który mieliśmy. Było tego niewiele, bo niewiele można było zabrać ze sobą. Jak mówiłem, wszystko, co było trwałe, zostało zniszczone przez Ukraińców. Zatem braliśmy siebie i tylko to, co było pod ręką, rzeczy potrzebne w podróży. Podróż trwała kilka tygodni, pociągi po drodze zatrzymywały się w różnych miejscowościach, do których biuro repatriacyjne skierowało różnych ludzi. Nie było dobrowolności, tylko obowiązkowo należało osiedlać się w przydzielonej miejscowości.

Czy mieliście wybór między wyjazdem a pozostaniem we Lwowie?

Tak, można było zostać. Wielu Polaków zostało myśląc, że państwowość polska powróci. Ale trzeba było się zdecydować, czy przyjmuje się obywatelstwo ukraińskie, a zatem wtedy już radzieckie, czy chce się pozostać Polakiem. My zdecydowaliśmy, że chcemy być Polakami i żyć w Polsce, a nie w Związku Radzieckim. Dlatego zostawiliśmy swoją dawną ojczyznę, szukając nowej tu, na Ziemiach Odzyskanych, jak wtedy określano ziemie zachodnie.

Gdzie zamieszkaliście?

Najpierw w województwie wrocławskim, później przenieśliśmy się do województwa opolskiego. Zamieszkaliśmy w miejscowości Boguchwałów, w powiecie Głubczyce, w województwie opolskim. Tam rodzice nadal prowadzili gospodarstwo rolne, a my z rodzeństwem podjęliśmy naukę w szkołach. Czas na prowadzenie gospodarstw był wtedy niekorzystny. Zaczęto wprowadzać tak zwane spółdzielnie produkcyjne i zmuszano rolników do wstępowania do nich. Ojciec, nauczony przykładem wschodnim, nie chciał się zgodzić na przystąpienie do spółdzielni. Przez to był szykanowany. Zabierano mu ziemię, przemieszczano w inne miejsca i tak trzykrotnie go nękano. Ojciec powiedział nam, dzieciom, że nie mamy czego szukać na wsi. „Idźcie do szkół, zdobywajcie zawody, [trzymajcie się] jak najdalej od gospodarstwa”.

W jaki sposób te przeżycia zmieniły Twój sposób postrzegania rzeczywistości?

Te przeżycia dały mi obraz rzeczywistości, który widzę teraz. Po prostu człowiek jest zdany na los, który go spotyka. Człowiek nie jest w stanie zrealizować wszystkiego, co by chciał. Sytuacja zewnętrzna czy wewnętrzna rzutuje na postawę człowieka. A podstawą jest to, żeby trwać. Trwać w swoich przekonaniach, w swoich marzeniach, żeby do końca swoich dni spędzić [życie] możliwie jak najlepiej.

Spelling error report

The following text will be sent to our editors: