Wołodymyr Pozniar

Pozniar Wołodymyr Jakowycz (mój dziadek) urodził się 28 lutego 1934 roku w m. Czimkienti (Południowy Kazachstan). W r. 1938 (w czasie represji stalinowskich) jego ojciec został aresztowany, następnie rozstrzelany. Także w 1938 roku zaaresztowano jego matkę, skazano na 5 lat obozu jako żonę zdrajcy Ojczyzny. Od 1938 roku mieszkał razem z ciotką w obwodzie odeskim. W latach 1941-1943 mój dziadek był małoletnim więźniem nazistowskiego getta w Domaniwce, Nowobohdaniwce (obwód odeski). Po wojnie dziadek ukończył instytut farmacji, pracował jako kierownik apteki w Doniecku. W wieku 78 lat przeszedł na emeryturę. Wdowiec, ma 2 córki, 3 wnucząt.

Proszę się przedstawić i opowiedzieć o swojej rodzinie, bliskich.

Nazywam się Pozniar Wołodymyr Jakowycz, urodzony w 1934 roku, mamy 2 córki i 3 wnucząt. Moje życie przebiegało nielekko, znajduje się w nim wiele tragicznych historii. Urodziłem się w m. Czimkienti (Południowy Kazachstan), gdzie mieszkali moi rodzice – Zajdel Ida Borysiwna i Pozniar Jakiw Natanowycz.

Jak los obszedł się z ich życiem?

Po ukończeniu odeskiego instytutu chemiczno-farmaceutycznego w latach 30-tych dostali, jako młodzi fachowcy, przydział w m. Czimkent, gdzie ojciec z mamą pracowali w fabryce chemiczno-farmaceutycznej. Cień stalinowskich represji, który nadszedł w czasach przedwojennych, objął także moją rodzinę. W 1937 r. ojca zaaresztowano, został rozstrzelany. Dobrze pamiętam tę chwilę, kiedy NKWD przeprowadzało u nas przeszukanie. To było za dnia. Przyszło dwóch wojskowych, okazali dokumenty, zaczęli przeszukanie, po czym zaaresztowano ojca. W fabryce miał posadę głównego dyrektora technicznego, matka pracowała w laboratorium chemicznym. Po aresztowaniu ojca, matka próbowała udowodnić jego niewinność, jeździła do Moskwy, próbowała zwrócić się do władz.

A o co obwinili Waszego ojca?

Ojcu przedstawiono oskarżenie jakoby był „wrogiem ludu” i w 1938 r. ojciec został rozstrzelany. Dowiedzieliśmy się o tym dopiero gdzieś w 1956 r.

Czy zachowały się u Was fotografie ojca?

Nie ostały się żadne fotografie, w czasie przeszukiwania wszystko zostało skonfiskowane, fotografii nie oddano. Jedyne zdjęcia – to zdjęcia matki. Ojciec później był pośmiertnie rehabilitowany.

Czy mieliście jakieś wieści na temat losu matki?

Matka była aresztowana w 1938 roku i skazana przez Nadzwyczajną Radę przy NKWD ZSRR jako członek rodziny zdrajcy Ojczyzny na 5 lat za „działalność kontrrewolucyjną”, „zdradę Ojczyzny”.  W więzieniu matka przebywała rok, następnie została przetransportowana do obozu pracy w Akmolińsku w celu dalszego odbywania kary. Był to specjalny obóz dla żon zdrajców Ojczyzny. Obóz był obwarowany dwoma rzędami drutu kolczastego, ludzie żyli w barakach. Zmuszano kobiety do budowania baraków dla nowych więźniów, do pracy w polu. Dzienną rację stanowiły kawałek razowego chleba, miska bałandy i kilka łyżek rozgotowanej kaszy na wodzie. Wszelka korespondencja listowa i przesyłki były zabronione.

Jakie uczucia budzą w Was wspomnienia o tym okresie?

Główne wrażenie – to sąd nad okresem represji stalinowskich. Niewinnie skazanych ludzi, oddanych dla swojego kraju, aresztowano, osadzano w więzieniach, oznaczano jako „wrogowie ludu”. Tak było w przypadku mojego ojca i matki. Wszystkie oskarżenia zostały uchylone po zakończeniu stalinowskiego panowania, w czasie zmiany władzy, gdy do władzy doszedł Chruszczow. W 1956 roku matka otrzymała wiadomość o tym, że jej sprawa została przedstawiona Wojskowemu Trybunałowi Wojskowego Okręgu Turkiestańskiego i umorzona z powodu braku popełnienia przestępstwa. Została całkowicie zrehabilitowana. Niedługo potem wydano jej dowód pośmiertnej rehabilitacji męża. Wszyscy osądzeni zostali zrehabilitowani, jedni pośmiertnie, inny nawet za życia.

Co stało się z Wami po aresztowaniu matki?

Moja ciotka Roza odwiozła mnie do innych krewnych, inaczej zostałbym umieszczony w domu dla dzieci wrogów ludu… Z ciotką pojechaliśmy do obwodu odeskiego do miasteczka Krywe Ozero. Tam żyła siostra mamy – Zajdel Hanna Borysiwna, pracowała jako lekarz w szpitalu rejonowym. Tam zamieszkaliśmy. Jednak spokojnie życie trwało niedługo. Zaczął się okres okupacji nazistowskiej (lata 1941-1944). Nasze miasteczko ucierpiało od bombardowania.

Czy pamiętacie początek wojny?

Początek wojny – niemieckie lotnictwo bombardowało tereny zamieszkane, w których żyli spokojni ludzie. Byłem na dworze ze swoimi rówieśnikami, kiedy zaczęło się bombardowanie. Musieliśmy się schować.

Potem zaczęła się okupacja. Terytoria na których przebywaliśmy, było okupowane przez Rumunów i miało nazwę Transniestrze. Niemcy razem z Rumunami i policjantami aresztowali żydowskich mieszkańców, umieścili ich w getcie i obozach.

Czy baliście się śmierci? Czy mieliście świadomość tego, że w każdej chwili możecie zginąć?

W pamięci zostały straszne chwile czasu wojny. Do Krywego Ozera wjechali niemieccy motocykliści, zaczęli ustanawiać w miasteczku nowy, „niemiecki”,  porządek. Z rozkazu administracji niemieckiej wszyscy żydowscy mieszkańcy płci męskiej zostali zabrani i wysłani niby do wydobycia gliny w jarze, który znajdował się w pobliżu Krywego Ozera. Mnie schowano wtedy pod łóżkiem. Niedługo potem z jaru zaczęły dobiegać strzały z karabinu maszynowego. Rozstrzelali tam wszystkich mężczyzn – Żydów.

Moja ciotka Roza została złapana w czasie niemieckiej obławy i przepadła bez wieści. Wydaje mi się, że została rozstrzelana. Żyliśmy w Getcie w Domaniwce i Bohdaniwce. Żydowskie getto znajdowało się w Domaniwce w pomieszczeniach szkolnych. W wielkiej Sali za pomocą kamieni zrobiliśmy sobie zakątek wielkości kilku metrów kwadratowych. Spaliśmy na słomie. Wszyscy Żydzi byli zobowiązani do noszenia na plecach i piersi gwiazdy Dawida, zabroniono im wychodzenia poza terytorium getta. Zmuszano Żydów do pracy przy budowie drogi. I ja wychodziłem na roboty razem z dorosłymi. Wszystkim za robotę dawali kawałek chleba.

W obozie ciotka Hanna weszła w skład personelu lekarskiego. W jego skład wchodzili również lekarz Halperin i młodziutka lekarka Biełłoczka. Personel ten każdego dnia robił obchód więźniów. Nie mając żadnych lekarstw, oprócz jodyny i zieleni brylantowej, lekarze starali się nieść pomoc lekarską uwięzionym. Chodziłem razem z nimi, wykorzystywany jako sanitariusz.

Oprócz żydów w obozie przebywali również Cyganie – blisko 10 tysięcy… Żyli na swoich wozach pod gołym niebem.

W Domaniwce grób znalazły sobie grób dziesiątki tysięcy Żydów. Ludzi rozbierano, potem podprowadzano do dołu i kazali klęknąć na kolana. Strzelali z kul, prosto w potylicę. Jedynie niecałe 600 mieszkańców getta dożyło wyzwolenia.

Jak udało się Wam uratować?

Udało się nam uciec. Wyprowadził nas z taboru i tym samym uratował od pewnej śmierci niegdysiejszy pacjent ciotki. Był u Niemców starostą. Do nadejścia Armii Radzieckiej chowaliśmy się u mieszkańców Krywego Ozera. Nie udałoby mi się uratować przed Niemcami bez pomocy zwykłych rosyjskich i ukraińskich ludzi. Jedną z ratujących była rodzina Szłapak. Zbędnym jest nadmieniać, że, ratując Żydów, ci ludzie narażali siebie i swoich bliskich na śmiertelne niebezpieczeństwo. Na ulicach wisiały ogłoszenia niemieckiej administracji: „Za przechowywanie Żydów – śmierć”.

Opowiadaliście kiedyś o wydarzeniach, jakie przeżyliście?

Z tymi wydarzeniami, które przyszło mi  przeżyć w czasie mojego dzieciństwa, staraliśmy się po wojnie zbytnio nie afiszować. Dopiero po zakończeniu okresu stalinizmu można było spokojnie o nich rozmawiać.

Teraz mieszkacie w Doniecku, ma tu miejsce konflikt zbrojny. Co myślicie o tych wydarzeniach?

To bardzo ciężki okres naszego życia. Dwa narody, które kiedyś żyły w przyjaźni, teraz rewidują między sobą stosunki: polityczne, terytorialne. Ciągle mają miejsce strzelaniny, ogromne trudności z przemieszczaniem się.

Macie 83 lata. Jakie najważniejsze lekcje wyciągacie z Waszego życia?

Moim potomnym życzę nie powtarzać tych błędów, które miały miejsce wcześniej i mają miejsce teraz. Życzę ludziom osiągnięcia spokoju, miłości i łagodności, aby wszystko było spokojne i pokojowe.

Spelling error report

The following text will be sent to our editors: