Rodzinne historie
Zofia Listosz
Wywiad nagrany: Polska, Lublin 20.10.2015

Zofia Listosz

Data urodzenia : 18.01.1951 r. Przeprowadzka do Lublina: 1967 r. Ukończenie szkoły: 1969 r. Ślub: 30.04.1972 r. Śmierć ojca: 1995 r. Śmierć matki: 2005 r. Narodziny pierwszej córki: 03.05.1973 r.

Nazywam się Zofia Listosz, mieszkam w Lublinie, mam 64 lata.

Urodziłam się po wojnie, moi rodzice mieszkali na wsi. Wiele różnych sytuacji miało wpływ na to, że było im ciężko. Były to czasy powojenne, więc na wsi było biednie, a rodzice musieli wszystko odbudować po wojnie.

Jak wyglądało życie Twojej rodziny w czasie drugiej wojny światowej?

Było im łatwiej przeżyć na wsi, chociażby dlatego, że zima zawsze była trudna. Mama zawsze mawiała: „Jak przyjdzie przednówek, to najgorzej przetrwać”. Wtedy kończyły się ziemniaki, warzywa. Natomiast w lecie było im na wsi łatwiej, bo na ziemi, którą posiadali, zawsze coś urosło. Jeżeli mieli choćby jedną kurkę, to mieli też jajka. Mieszkali blisko lasu, a tam zawsze mogli znaleźć jakieś jagody. Chociaż po wojnie na pewno nie chodzili do lasu, bo z tego, co opowiadała nam mama, strach było tam iść, bo można było trafić na minę. Były takie przypadki. Po wojnie wszędzie były rozsiane pozostałości po bombach. Ale na wsi było łatwiej przeżyć.

Ludzie w tych czasach na pewno żyli w strachu. W dzień jak w dzień, ale w nocy po prostu się bali, że ktoś przyjdzie, zapuka… Z tego co słyszałam, zdarzały się i takie sytuacje, że przychodzili partyzanci; wtedy nie było wyjścia, zabierali z domu wszystko, co kto miał, czy to było jedzenie, czy coś innego, bo to było potrzebne dla partyzantów albo dla żołnierzy. Nie zawsze było wiadomo, dokąd to naprawdę zabierali.

Co mówiono o sytuacji ludzi żyjących w tamtym okresie, o prześladowaniach, represjach?

Często mówiono, że ktoś zginął w partyzantce, ktoś doświadczył prześladowań. Słyszałam od bliskiej rodziny, że partyzanci nieraz wywoływali różne osoby. Ludzie się bardzo bali, bo w tej partyzantce działali różni ludzie. Tata mojego męża był sołtysem, więc na pewno dużo wiedział o partyzantce. Już po wojnie przyszli kiedyś wieczorem do niego do domu i poprosili, żeby wyszedł na dwór. Wyszedł i już nie wrócił. Został wywołany do lasu i zginął, czy z rąk partyzantki, czy ludzi podszywających się pod partyzantkę, tego nie wiadomo. W każdym bądź razie poniósł śmierć. Dopiero później ktoś nas powiadomił, że w lesie leży ciało. Często tak się działo w takich wiejskich okolicach.

Jak wiele o czasach okupacji i związanych z nimi wspomnieniach opowiadali Ci Twoi krewni?

W moim domu rodzinnym te tematy były rzadko poruszane. Mama nieraz opowiadała, że musieli uciekać przed nalotami czy bombardowaniami. W naszej okolicy były bardzo gęste krzaki, grzęzawiska i jezioro, i mama opowiadała, że ludzie nieraz się tam chowali. Brali ze sobą wszystko, co dali radę zabrać, i uciekali. Tyle pamiętam z opowiadań mamy. Z opowieści rodzinnych pamiętam, że jako dzieci chodziliśmy z rodzicami do lasu. Często pytaliśmy wtedy, czemu tu są doły, a mama mówiła, że są to pozostałości po wojnie, że w tych okolicach stacjonowała partyzantka, a to były okopy, w których się chowali. Mama czasem opowiadała mi o tym, ponieważ mieszkaliśmy blisko lasów, w których nieraz odbywały się zasadzki. O tych sprawach nie mówiło się publicznie, to były rozmowy w środowisku domowym. Rozmawiałam na ten temat też z moją teściową, ale to było dużo później. Mama opowiadała, że w jej wiosce ukrywał się Żyd, że ludzie bardzo bali się kary za jego ukrywanie i że to było naprawdę niebezpieczne. Opowiadała o tym z takim lękiem, że cieszę się, że te czasy minęły.

Kiedy poznałaś prawdziwy obraz wojny, historię “odkłamaną”?

Gdy zaczynałam uczyć się historii, wierzyłam w to, czego uczono w szkole. Dopiero gdy minęło ładnych parę lat, zaczęłam słuchać historii prawdziwej, „odkłamanej”, i nie chciało mi się wierzyć, że historia dotąd była tak zakłamana, że nie przekazywano historii prawdziwej. Gdy już skończyłam liceum i wyszłam za mąż, gdy zaczęłam czytać gazety i słuchać “Radia Maryja”, z zaciekawieniem słuchałam o rzeczach, o których dowiadywałam się po raz pierwszy, np. o Katyniu. Wydawało mi się niesamowite, że tyle lat przeżyłam i nie wiedziałam o tych rzeczach. Rozmawiałam o tym ze znajomą, a ona powiedziała mi: „Zosiu, ja te rzeczy bardzo wcześnie wiedziałam, ponieważ mój tata pracował na kolei, a w naszych okolicach działała partyzantka, i kiedy tata przychodził do domu, mówił nam o tym, ale zabraniał powtarzać. O niczym nie wolno było nam ani słowem wspomnieć”. Ona wiedziała o tym bardzo wcześnie, a ja dowiedziałam się dopiero po tylu latach. Odtąd zaczęła mnie coraz bardziej pociągać historia, i to właśnie ta historia „odkłamana”.

Jaki jest Twój obecny stosunek do historii?

Tak jak powiedziałam, z czasem historia zaczęła mnie interesować. Moi rodzice już nie żyją, nie mogę więc dowiedzieć się od nich niczego więcej, natomiast czerpię wiedzę z wiadomości. Słucham wszystkiego i czytam wszystko, co mogę. Z kręgu rodzinnego już teraz niewiele mogę się dowiedzieć. Czasami, w rozmowach z najbliższymi, wracamy do wspomnień i po latach bardzo żałuję, że kiedyś to wszystko mnie nie za bardzo interesowało, że przegapiłam w moim życiu okazję, bo moi rodzice już nie żyją… Może stało się tak dlatego, że byłam poza domem, ponieważ dość wcześnie opuściłam dom rodzinny i wyjechałam do miasta, do Lublina. Do domu przyjeżdżałam rzadko, a gdy już tam byłam, prawdopodobnie nie było czasu na takie rozmowy. Dopiero z perspektywy lat widzę, jak wiele mogłam się dowiedzieć od rodziców, gdybym tylko pytała. Ale gdy wracałam do domu, nie pytałam, tylko w rozmowach sporadycznie wychodziło coś na temat wojny, historii. A gdybym wówczas zadawała więcej pytań babci czy mamie, dużo więcej by mi przekazały.

Jak często rozmawiasz ze swoimi bliskimi o historii rodziny i wydarzeniach z okresu drugiej wojny światowej?

Rodzice już nie żyją. Czasami odwiedzam moją starszą siostrę i pytam ją, co wiedziała, bo w końcu ona była z nimi dłużej niż ja. Czasami dowiaduję się od niej czegoś, o czym nie wiedziałam. Między innymi tego, że jej teść był więziony, że wskutek różnych represji po wojnie przeprowadzał się osiemnaście razy. Spalono mu dom, później był w więzieniu, a po więzieniu te prześladowania nadal ciążyły na nim. Przenosił się z wioski do wioski, nie mógł pozostać w jednym miejscu. Było mu bardzo ciężko. Siostra opowiadała mi, że jej teść był na wojnie, że po powrocie był prześladowany i że prawdopodobnie ukrywał kogoś w domu. Ktoś na niego doniósł i przyszli do nich w biały dzień. Zdążyła uciec tylko dlatego, że została ostrzeżona, żeby uciekać, że zbliża się niebezpieczeństwo. Zabrała tylko swoje malutkie dziecko i uciekła, a dom spalono doszczętnie, bo jej rodzina mieszkała blisko lasu. Natomiast z opowieści pewnej pani, która przeżyła deportację do Rosji w czasie II wojny światowej, pamiętam, że była w więzieniu. Opowiadała, jak wieźli ich w wagonach, ilu ich było, w jakich warunkach, jak tam było zimno. Mówiła, że do jedzenia mieli tylko kartofle, nic więcej. Takie opowieści były straszne. Przeżyła to więzienie, ale mówiła, że miała szczęście, bo pracowała w kuchni, przez co było jej łatwiej i udało jej się przeżyć.

Jak wspominasz swoje dzieciństwo?

Na pewno nie były to łatwe czasy, nie można było wszystkiego kupić, jak teraz. Na wsi rodzice mieli krowy, więc w domu było mleko, parę ziemniaków, dom stał blisko łąki, w lesie można było znaleźć trochę szczawiu, i już można było przeżyć lato. Zimą było gorzej, nie było wtedy lodówek. Ale moje dzieciństwo nie było ciężkie, ponieważ moja babcia była tak zaradna, że zawsze sobie radziła, i nie doświadczyłam wielkiej biedy.

Spelling error report

The following text will be sent to our editors: